wortal Ewy Lality J. Kałuskiej    
« strona główna Mistyczne Wczasy z Regresingiem Indie Goa
Kalendarium warsztatów   Metoda odpinania Ezo ogłoszenia Mnisi i ja
bioterapia, radiestezja, reiki
ustawienia rodzinne wg. B. Hellingera
książki polecane
Ezo ogłoszenia - darmowa gazetka reklamowa MAMAeBABY - Przede wszystkim dla Kobiet
Zamieść artykuł na CUDownymportalu Reklama w portalu
zamów
Dariusz Loga - Mistyczne Wczasy z Regresingiem Indie Goa Tradycyjna Medycyna Chińska Uśmiech słońca Merhlin Medytacja dla Polski
codziennie o godz. 2200

aktualności
archiwum
ciekawe linki
CUDowne randki
czat
czat-archiwum
e-kartki
forum
kalendarium
komentarze
książki online
księga gości
lista terapeutów
pomoc
redakcja
reklama
spis artykułów
sylwetki
użytkownicy
wyszukiwarka

sklepy i restauracje
  wegetariańskie



ranking
Subskrypcja »

Jeśli chcesz być powiadamiany o nowościach na tej stronie, wpisz swój adres e-mail.


zapisz | wypisz
Aktualizacja: 2014-11-17
© 2002 - 2014 CUDownyportal.pl

wykonanie witryny:

9gods.com

administracja:
enedue.com




  poleć znajomemu · komentarze [5]
grupa: Bioterapia · wersja do druku
2005-05-18 Kosznik Romuald
ABC Radiestezji czyli pierwsze kroki z różdżką i wahadełkiem

KRÓTKI WSTĘP

Przed wzięciem jakiegokolwiek przyrządu radiestezyjnego do ręki warto przeczytać ten tekst. Pamiętajmy jednak, że nie jest to kompletny podręcznik radiestezji. Nie jest to także „instrukcja obsługi” typu tych, jakie załącza się na przykład do miksera. Umieć posługiwać się różdżką czy wahadłem, to ni mniej ni więcej tylko umieć „rozmawiać z samym sobą”, z własną podświadomością. Do takiej „rozmowy” służą właśnie przyrządy radiestezyjne.
Samo słowo r a d i e s t e z j a utworzono z łacińskiego „radius” – promień i greckiego „aisthesis” – czucie, postrzeganie (por. anestezja). Chodzi zatem o zdolność do odczuwania pewnego rodzaju „promieniowania” i uzyskania tą drogą różnych informacji.
A r ó ż d ż k a r s t w o ? To po prostu jedna z technik radiestezyjnych. Radiesteta ma się tak do różdżkarza jak muzyk do pianisty.

Jaką rolę pełni zatem przyrząd?
Aby coś zbadać przy pomocy radiestezji, należy przede wszystkim skoncentrować się na badanym obiekcie, aby móc „odebrać jego promieniowanie”. To jednak dopiero początek. Odczucia związane z odbiorem interesującego nas promieniowania jeszcze nie docierają do naszej świadomości. Trzeba więc je sobie uświadomić i uzyskujemy to poprzez ruch przyrządu, wywołany podświadomymi mimowolnymi ruchami mięśni. Samych ruchów mimowolnych nie dostrzegamy, stąd wrażenie, jakby różdżka „sama wyrywała się z ręki”.
Istnieją ludzie o tak dużej wrażliwości, że mogą obyć się bez przyrządów. O odbiorze poszukiwanego „sygnału” dowiadujemy się niejako bezpośrednio, przetwarzając doznane odczucie na reakcję zmysłów. Nie w przyrządach leży zatem główna tajemnica radiestezji i nie żądajmy od nich rzeczy niemożliwych. Wskazówka od zegara powieszona na gwoździu byłaby raczej mało przydatna jako czasomierz.

Kto ma predyspozycje radiestezyjne?
Ma je zdecydowana większość ludzi. Ale uwaga! Od posiadania predyspozycji do osiągania jakich takich wyników wiedzie długa droga. Droga dostępna dla tych, którzy naprawdę chcą pracować nad sobą. Zapytajmy o to jakiegoś malarza, muzyka, czy rajdowca – oni widza najlepiej, że sam „dar natury” nie wystarczy. Posiadacz absolutnego słuchu nie zostaje automatycznie wirtuozem.

Dobieramy sobie przyrządy Wahadło nie powinno być za lekkie (wtedy go nie czujemy w ręku) ani za ciężkie. Najlepiej sprawdzić to samemu. Z różdżką podobnie; nie powinna być za nadto „twarda”, musimy ją trzymać (o trzymaniu różdżki będziemy jeszcze pisać) swobodnie, bez zbytniego napinania mięśni. Zresztą po dłuższym czasie użytkowania, różdżka się „wyrabia”, dostosowując się do układu naszych rąk.
Kształt i materiał przyrządu mają znaczenie dopiero dla wprawnych radiestetów przy subtelnych badaniach. Podobnie jak np. właściwości aerodynamiczne strojów narciarskich mają znaczenie tylko dla wyczynowców, osiągających tą drogą polepszenie wyników o jakiś ułamek sekundy. Nie sugerujemy się zatem na wstępie, że np. wahadło mosiężne jest lepsze niż drewniane lub odwrotnie. Po nabraniu wprawy sami dojdziemy do wniosku, jaki jest nasz „ulubiony” przyrząd.
Bierzemy wahadło do ręki...
Oczywiście do prawej, chyba że jesteśmy leworęczni. W każdy razie do tej co jest sprawniejsza. Sznurek (lub łańcuszek) wahadła najlepiej trzymać miedzy kciukiem a palcem wskazującym, nadmiar sznurka trzeba schować w dłoń. O długości sznurka będzie jeszcze mowa.
Teraz, jeśli chcemy coś zbadać wahadłem (ale nie kogoś –zostawmy to lekarzom!) musimy się nauczyć:
a) odprężać się, a następnie skupiać się na ładnej rzeczy, nie zaprzątać sobie głowy niepotrzebnymi myślami – wszelka dekoncentracja to jedno ze źródeł błędów;
b) stawiać „samemu sobie” konkretne pytania , na jakie chcemy uzyskać odpowiedź (tzw. nastawienie mentalne) . A więc na przykład: Czy ten pokarm jest dla mnie dobry? Czy mogę nosić pierścionek z tego metalu? Czy ta roślina dobrze na mnie oddziałuje?
Najlepiej tak formułować pytania, aby odpowiedzią na nie było „tak” lub „nie”. Po nabraniu wprawy zadawanie pytań obywa się niejako samoczynnie;
c) r o z u m i e ć odpowiedzi, jakie uzyskujemy poprzez ruch wahadełka. Trzeba zawczasu narzucać sobie (potem ew. korygując) co dany ruch ma oznaczać. Jest to tzw. konwencja mentalna. Na przykład obrót w prawo może (ale nie musi) oznaczać „tak”, w lewo – „nie”, ale też wahania od nas i do nas „tak”, poprzecznie „nie”. Ruchy te nie muszą być u każdego takie same – każdy powinien natomiast swoje ruchy rozumieć. Ktoś bezradnie pytający „co to znaczy, że mi się kreci?” jest jak mówca, który nie wie o czym mówi;
d) nie poddawać się a u t o s u g e s t i to znaczy, nie próbować zgadywać z góry wyniku doświadczenia. Autosugestia jest największym wrogiem początkującego radiestety . Na ruch przyrządu trzeba czekać biernie, a nie myśleć jaki to on będzie.;
Możemy teraz wrócić do sprawy długości sznurka wahadła. Chcąc uzyskać jakieś informacje nas dotyczące (typu „czy to dla mnie jest dobre”), najlepiej czynić to wahadłem o dobranej dla nas długości. W radiestezji bywa to nazywane długością „własnego promienia”. Pytając się zatem mentalnie o tę długość, ustawiamy wahadło nad naszą lewą ręką, najlepiej nad „rozgałęzieniem” kciuka i palca wskazującego. Puszczając z wolna sznurek dojdziemy do momentu, w którym uzyskamy odpowiedź „tak” (np. obrót w prawo, lub inaczej – według naszej konwencji).
Takim wahadłem można badać sobie np. produkty spożywcze. Nie porywajmy się natomiast od razu na weryfikację zapisanych komuś lekarstw, zresztą nie lekarzom robić tego nie wolno.

Pierwsze doświadczenia
Najpierw utrwalamy dobrze konwencje . Weźmy np. 2 jabłka; zdrowe i zgniłe. Niewątpliwie pytając się o ich jakość uzyskamy dwa różne ruchy wahadła („tak” i „nie” wg naszej konwencji). Ale wszystko jeszcze przed nami. Wsadźmy teraz oba jabłka do dwóch pudełek, obróćmy się – niech ktoś je nam poprzestawia – i teraz sprawdźmy, gdzie jest które!
Albo weźmy monetę, znajdźmy jej promień wahadłem (tak jak go szukaliśmy nad własną ręką), niech koś ją włoży do jednej z kilku kopert, a my ja znajdziemy. Podobnie można na przykład ustalić do której z 10 filiżanek herbaty wsypano już cukier. Spróbujmy także oddzielić np. jajka ugotowane od surowych.
Jeżeli mamy śrubokręt z neonówką, możemy nim sprawdzić, czy dobrze ustaliliśmy wahadłem gdzie jest zero, a gdzie faza w gniazdku elektrycznym. Takich doświadczeń można wymyślić wiele - zawsze najlepsze będą te, których wyniki dadzą się od razu zweryfikować . Trafny wynik to duża radość i przełamanie „bariery niepewności”.

O czym jeszcze trzeba pamiętać
Po każdym doświadczeniu (np. sprawdziliśmy czy możemy jeść dany pokarm) wahadło trzeba „rozładować”, stuknąć nie jednorazowo o stół czy ścianę. W ten sposób „oczyszczamy się” z poprzedniego wyniku i jesteśmy gotowi do kolejnego pomiaru.
Doświadczenia najlepiej robić siedząc wygodnie przy stole- wtedy możemy oprzeć na nim łokieć ręki trzymającej wahadło. Praca w pozycji stojącej, a zwłaszcza przy chodzeniu, wymaga większej wprawy.

A teraz różdżka
Wszystko co mówiliśmy o pracy wahadłem, odnosi się i do różdżki. Tu jednak możliwych ruchów przyrządu jest mniej: z wyjściowego położenia poziomego różdżka może się wychylić w górę lub w dół.
Różdżkę trzymamy oburącz, najlepiej „podchwytem” obejmując jej końce od dołu czterema palcami. Właściwie trzymanie różdżki nie jest łatwe i wymaga treningu. Różdżka musi swobodnie leżeć w rękach i być lekko napięta, aby łatwo „wybiła”, wychylił się w górę lub w dół.
Różdżka jest mniej uniwersalna od wahadła, jednak po nabraniu wprawy łatwiej się nią posłużyć chodząc po terenie lub pomieszczeniu. Stąd często używa się różdżki do poszukiwań tzw. żył wodnych (uprzywilejowanych dróg filtracji wody pod ziemią) i związanych z nimi stref szkodliwego promieniowania. Należy tylko wpoić sobie i tutaj odpowiednią konwencję ruchów przyrządu, aby umieć odróżnić moment wejścia na taką strefę od momentu zejścia z niej.
Wymaga to dużej orientacji, bo układ żył wodnych bywa skomplikowany. Nie porywajmy się więc od razu z różdżką na sprawdzenie mieszkań sąsiadów i przyjaciół, bo pracując niewprawnie wyświadczymy im „niedźwiedzią” przysługę. Lepiej poćwiczmy najpierw w terenie, w okolicach źródeł czy studzien, na przykład w różnych miejscach warszawskiej skarpy wiślanej.

Inne przyrządy
Z podstawowych przyrządów radiestezyjnych można jeszcze wymienić rezonator, zwany też różdżka hiszpańska. Ma on podobne zastosowanie jak opisana wyżej różdżka dwuramienna. Pręty w kształcie litery L mogą przy natrafieniu na żyłę wodną, obrócić się ku sobie lub rozchylić na zewnątrz. A więc i tu możemy sobie wpoić stosowaną konwencję, odróżniającą wejście na strefę napromieniowania przez żyłę wodną od zejścia z niej.
Do wykrywania stref, objętych promieniowaniem tzw. siatki szwajcarskiej lub rusztu globalnego (są to wąskie, co kilka metrów występujące pasma, rozmieszczone niczym siatka geograficzna na globusie, tyle, że „południki” rusztu biegną ku biegunom magnetycznym), można stosować jeszcze inne przyrządy. Rozpowszechniły się tu różdżki , obracające się wokół osi pionowej, najczęściej trzymane oburącz. Siatkę można jednak równie dobrze wykryć wahadłem czy różdżką dwuramienną – trzeba jednak umieć „przestawiać się mentalnie” z poszukiwania żył wodnych na poszukiwanie siatki, co nie jest łatwe.
Nie mówimy tu o przyrządach bardziej skomplikowanych, jak wahadło uniwersalne lub o specjalnych kształtach . Ich walory są dostępne dopiero dla zaawansowanych radiestetów. Wahadło uniwersalne w ręku „przedszkolaka” radiestezyjnego jest niczym „Praktica” lub „Hasselblad” w ręku zielonego jak szczaw fotoamatora, czy „pstrykacza”.

BHP i tu obowiązuje
Niewinne z pozoru doświadczenia radiestezyjne nie są dla organizmu obojętne. Zwłaszcza chodzenie z różdżką wyczerpuje i nie powinno trwać dłużej niż 15-20 minut. Potem należy trochę odpocząć i się odprężyć. Jeśli przy doświadczeniach z wahadłem poczujemy najlżejsze zmęczenie, trzeba natychmiast przestać.
Nie ćwiczmy również przy złym samopoczuciu, spowodowanym pogodą lub chorobą. Wyjątkowo źle może nam się tu przysłużyć alkohol.
W ogóle nie ćwiczmy „na siłę”. To ma być przyjemność i satysfakcja z osiąganych wyników, a nie udręka.

Co jeszcze może nam przeszkadzać
Przede wszystkim niepotrzebni gapie: doświadczenie powinniśmy wykonywać w skupieniu, o które trudno przed licznym audytorium, zwłaszcza chichoczącym i oczekującym na nasze niepowodzenie. Wystrzegajmy się zatem - przynajmniej na początku, doświadczeń na pokaz. Nie każdy pojmie, że człowiek i tu jest omylny. Ośmieszanie może nas speszyć i zahamować rozwój naszych umiejętności.
Ale i gdy jesteśmy sami, nie zawsze łatwo się skupić. Jeśli wykonywanie doświadczeń zechcemy połączyć z wpatrywaniem się kątem oka w telewizor i nasłuchiwaniem czajnika z kuchni - nie obarczajmy przyrządów winą za złe wyniki.
Nie zrażajmy się także początkowymi niepowodzeniami. Nie świadczą one o braku zdolności, a tylko o braku wprawy lub o „błędzie w sztuce”. Umiejętności różdżkarskie są bardzo kapryśne i delikatne – pomyłki zdarzają się doświadczonym radiestetom, którzy często dlatego wolą sprawdzać się nawzajem.

Trochę etyki
Nie popadajmy w euforię po pierwszym zakręceniu się wahadła. To jeszcze nie znaczy, że staliśmy się mistrzami i możemy iść „zbawiać” świat. Pamiętajmy, że inni mogą się zanadto przejąć naszymi wynikami, nie zastanowiwszy się nawet, czy są one cokolwiek warte. Zbytnia pewność siebie jest tu, co najmniej nie wskazana: dość już złego narobili nieodpowiedzialni pseudo-radiesteci.
Radiestezja ma służyć d o b r u człowieka. Jakiekolwiek próby nieetycznego jej wykorzystania to nieuchronna blokada dopiero co rozbudzonych zdolności.

Zakończenie
To takie proste? –może ktoś powiedzieć. Rzeczywiście, z opisu wygląda to wszystko prosto. Równie prosto można by jednak napisać na przykład o prowadzeniu samochodu, który jest przecież połączeniem kilku nieskomplikowanych czynności. Ale czy ktoś spróbowałby po takiej „instrukcji” siadać od razu za kierownicą? Dopiero wtedy zobaczyliby „jakie to proste”.
Podobnie i tu. W radiestezji, która nie kończy się oczywiście na opisach tu - w końcu zupełnie elementarnych sprawach, czeka na nas wiele tajemnic i niespodzianek. Odkrywanie ich - to jednocześnie lepsze poznawanie samego siebie i otaczającego nas świata. Jeżeli radiestezją interesujemy się naprawdę, a nie przelotnie - uprawianie je przyniesie nam wiele radości i satysfakcji. Napisz jak Ci idzie !!!

zgłoś błąd · do góry